Co by tu napisać...hmm na studiach jakoś idzie, teraz jest niezła burza mózgów, ale to zawsze tak jest, jak pozaliczam wszystko w przyszłym tygodniu, to będę miała ferie. A ferie mi bardzo się przydadzą, bo stoję z magisterką, a trzeba by było z nią ruszyć, jak mam się bronić w czerwcu.
W życiu prywatnym, jak w życiu prywatnym, nowy rok się zaczął, nowe problemy... hahaha. Nowe znajomości też się zaczęły i stare się odświeżyły....Jakby nie patrząc to nowy rok jest zawsze zaskakujący...ludzie się zmieniają...zaskakują.... Ostatnio cierpię na bezsenność w nocy i śpiączkę w dzień, taki dziwny tryb życia zaczęłam prowadzić...znając życie niedługo wróci stary ;p A tak to chyba wszystko w porządku, przynajmniej tak myśleć chcę...Tylko mnie jedno dziwi, tak dziwna we mnie siedzi ostatnio pustka, tak jakby tam w środku mnie nic nie było, dziwne uczucie...
Koniec roku
- pełen emocji, tych pozytywnych i tych mniej
- pełen smutku, ale także radości
- pełen kłótni, no i co z tym idzie przeprosin
- pełen niepotrzebnych nieporozumień
- pełen strach: strachu przed utratą kogoś bliskiego, strachu przed operacją
- pełen wspaniałych wrażeń
- itp.
Jedno co mnie ciesz, że pomimo tych wszystkich smutnych i niepotrzebnych sytuacji wszystko jest tak jak było i pierwszy raz od kilku lat mogę powiedzieć, że w tym roku nie straciłam nikogo, najwyżej zyskałam. Z tego się najbardziej cieszę. No i przy okazji chcę podziękować mojemu Braciszkowi, że mnie nie zostawił, pomimo tego co mu złego zrobiłam, bo inny przyjaciel pewnie mnie dawno spisał na straty. Dziękuję Ci Brat :*.
Tym wpisem kończę ten rok i życzę
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU :*
Wesołych Świąt
nic się nie zmieniło jest jak było
Co do życia prywatnego, to układa się nawet dobrze, narzekać nie mogę, odnowiły się dawne znajomości, dalej mnie niektóre osoby wkurzają, ale to już się raczej nie zmieni.Parę fajnych imprez i bib było między czasie, dobrze się bawiłam, a rzadko się to mi zdarza. :)
Na uczelni za to nudy,nudy i jeszcze raz nudy. A tak serio to zaczynają się kolokwia, egzaminy, zaliczenia terminy...znów zaczynam się stresować. I jeszcze magisterka czeka z boku i ciągnie mnie za rękę mówią " zabierz się za mnie". Dobrze tylko,że fajnych ludzi mam w swojej grupie, zawsze można się z nimi pośmiać :) .
W schronisku jak w schronisku, dużo szczęścia jak i smutku. Ciesze się tylko, że teraz dużo darów psiaki dostały, to mają co jeść. Dziś idę je odwiedzić i złożyć im życzenia, a najlepszymi życzeniami będą życzenia związane z adopcja :). Muszę jeszcze kupić przysmaki, no bo jak to się nie podzielić z nimi "opłatkiem" .
mój drugi blog
Mój blog
Zaczyna się układać oby na długo
W niedzielę 18.09 jadę do Opola na akcję "Zerwijmy łańcuchy" którą organizuje Magda z Fundacji Fioletowy Pies. Będę chodzić z psiakiem i rozdawać ulotki, a ludzie będą mogli zobaczyć jak się czują psiaki przypięte do budy, poprzez przywiązanie się łańcuchem do takiej budy. Nie wiem w ogóle jak można przypiąć psa do łańcucha lub trzymać go w kojcu. Mam nadzieję, że przynajmniej ludzie trochę pomyślą po takich akcjach, choć w tych czasach to mało prawdopodobne ;/.
czy ona istnieje ?
Gorzej jest z życiem osobistym, ciągle się psuje, jest coraz gorzej. Powoli się zaczynam zastanawiać, czy przyjaźń damsko-męska istnieje, czy w ogóle przyjaźń istnieje, a jak tak to jaka ona jest, bo moja jest dziwna, niepowtarzalna, niezrozumiała…. Zaczynam znów popadać w jakąś depresje, chce mi się wyć, kuje mnie coś w sercu, dusze się i w ogóle mam już dość, nie mam sił tak żyć, tym bardziej nie chce myśleć, że znów kogoś mogę stracić, ale ostatnio ta myśl jest silniejsza. Mam już dość kłótni, nieporozumień, rozczarowań i innych takich podobnych rzeczy, pora coś z tym zrobić, tylko nie wiem jeszcze co, bo ja dłużej już nie dam rady tak żyć. Myślę, że mój przyjaciel też się w jakiś tam sposób się tym męczy. Nie chce żebyśmy tak żyli, bo to nie przyniesie nikomu żadnej radości tylko same smutki, a jak się jakoś nie dogadamy to w ogóle, jeszcze jakaś tragedia z tego wyjdzie. Coraz bardziej boje się z nim rozmawiać, boje się , ale nie jego tylko utraty. Jakby o tym wiedział mój kumpel pewnie by się zaśmiał, że znów się czegoś boję, ciągle się czegoś boję i on o tym wie i nie może pojąć jak można tak żyć. Ale muszę powiedzieć, że mam fajnych kumpli, czasem mnie pocieszają, mówią mi, że będzie wszystko ok, że mnie nie zostawia, a nawet padają z ich ust słowa w swoim znaczeniu bardzo piękne, szczere i podnoszące mnie na duchu. Ostatnio nawet usłyszałam, że jestem jedyna w swoim rodzaju , mój charakter i sposób myślenia jest niepowtarzalny, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Takie słowa dużo dla mnie znaczą, przynajmniej jeszcze mam nadzieję, że ktoś mnie lubi i docenia. I bym zapomniała mam jeszcze kogoś kto mnie rozumie, wie co przeżywam , jest mi z tym łatwiej żyć, że ktoś wie jak się strasznie z tym męczę i co przeżywam. Bo kto nie zazna takiego smutku jak ja, kto nie czuje się tak jak ja, to będzie mieć mnie za bezuczuciową i obojętną. Połowa znajomych myśli, że właśnie taka jestem, szkoda tylko, że nie wiedzą jak ja się z tym męczę…męczę i dręczę.
Mam nadzieję, że jakoś wszystko się ułoży i pewna piosenka zespołu Plagiat 199 nie zostanie moim hymnem. Najbardziej to mam nadzieję, że się znów nie załamie psychicznie, bo nie wiem co to będzie, nie wiem jak się pozbieram, choć pewnie dam rade z pomocą osób trzecich.
Pobyt w szpitalu i nie tylko

W środę po 14:00 wyciągnęli mi z nosa tampony, dziwne uczucie, niezbyt miłe. Poza tym codziennie po 5:00 miałam zastrzyki w wentyl i w tyłek, ale to mi jakoś nie przeszkadzało, no i po 6-9 tabletek jakiś. Jedno mnie cieszyło, że w żaden dzień mnie nic nie bolało, jakby nic ze mną nie robili. Po ściągnięciu opatrunku nos był wielki, napuchnięty i lała się z niego krew.

W czwartek 28.07. miałam robione pierwsze płukanie zatok, okropnie niemiła rzecz. Lekarz wsadził mi dziwny hak do nosa i strzykawką wlewał mi roztwór z solą oczyszczoną. Na początku zaczęłam pluć tym, i w ogóle nie wiedziałam co robić, w końcu zczaiłam, że muszę smarkać w trakcie. Piątkowe płukanie było już lepsze, bo wiedziałam o co kaman. Najgorsze w pobycie w szpitalu było to ze musiałam tam siedzieć cały tydzień. Jak ja nie lubię być zamknięta w 4 ścianach, tak się tam męczyłam. Nie dość, że się tak męczyłam to też nie miałam co tam robić, gadałam trochę z komplami, pisałam smsy, rodzinka mnie odwiedzała, to przez dzień jakoś leciało, ale noce były straszne. Cieszyłam się strasznie jak wychodziłam. Na drugi dzień 2.08. miałam się zgłosić do poradni na ściągnięcie szwów. Ten dzień był najgorszy ze wszystkich dni spędzonych w szpitalu. Nie dość, że w jednym czasie w dziurce od nosa miałam obcążki, nożyczki i coś do powiększania dziurki, to lekarz czymś mi psikną do nosa po czym łzy zaczęły mi lecieć ciurkiem i za chiny nie mogłam ich zatrzymać. Jak mi ściągał szwy to zbladłam strasznie,aż myślał że zaraz mu tam zemdleje, ale ja przecież nie mdleje na szczęście. Całe to ściąganie trwało z 20 min i ciągle mi było niedobrze, krew leciała ciurkiem, lekarz chcąc mnie pocieszyć, nawet mi powiedział, że w końcu kiedyś przestanie. Teraz muszę sama w domu wciskać pełno preparatów do nosa i dwa razy dziennie robić sobie płukanie zatok. Na szczęście nie jest to trudne i daje sobie rade. No i na szczęście już oddycham dwoma dziurkami, mam prostą przegrodę,bardziej prosty nos, usunięte torbiele i wyczyszczone zatoki. Koniec z bólem głowy jupi, mam taką nadzieję. ;)
Tyle by było o mnie i o moich kumplach. Teraz trochę o mnie, z 49kg przytyłam do 55kg, miałam na celu przytyć i tyję. Powinnam się cieszyć z tego , że przytyłam, a ja jak zawsze mam uboczne skutki smucę się, bo mi zaczyna brzuch wystawać i znów wchodzi mi wszystko w uda. Postanowiłam, że będę tak tyć do operacji, potem zobaczę co dalej. Dziwnie się czuć po przebudzeniu głodną , nigdy tak wcześniej nie miałam, więc jest to dla mnie jakaś nowość. Martwi mnie też moje ciśnienie, bo mam niskie ostatnio, tylko nie mam pojęcia dlaczego, ale pewnie się dowiem w szpitalu. Całą ta operacją się nawet nie przejmuję, to prosty zabieg to jakoś się uda, nie takie coś przeżyłam. Kumple myślą, że się przejmuję bo gadam im, że podczas operacji umrę, ale to tylko moje głupie gadanie. Więc jakby nie patrzeć pobyt w szpitalu to dla mnie nic strasznego i mam to nawet gdzieś. Pojdę tam, zrobią co trzeba i wrócę do domu.
Nie smucę się tylko tym, że tyję, najgorsze jest to że wszystkie wspomnienia powróciły, wesołe i smutne wspomnienia, chęć pomagania, sny obrazujące to wszystko ukazujące tęsknotę za tym wszystkim co było kiedyś, co trwało kilka lat, co mi dawało przetrwać wakacje w KLB. Już myślałam, że udaje mi się wyjść z tej depresji, ale to było tylko złudzenie. W Opolu nie mam czasu myśleć, muszę się uczyć, robić jakieś laborki, chodzić na uczelnie, pisać programy itp., chodzę na spacery z kumplami gadam o różnych rzeczach nie mam czasu myśleć tylko o jednym. A tu w domu, niby się czymś zajmuję, ale myślę tylko o tym jednym. Poza tym ostatnio postanowiłam przeczytać „Pamiętnik narkomanki” kolega mi tą książkę polecił w tamtym roku. Zastanawiałam się czemu mi ją polecił, ale już wiem, Basia (autorka) jest podobna do mnie, tylko z tą różnicą, że ja nie ćpam i nie kradnę leków z apteki. Ma podobne problemy, nienawidzi siebie samej, nie wie jak się polubić, ma depresje i melancholijne stany, nawet nazywa deprechę tak jak ja swoją przyjaciółką. Dziwne trochę, ale pocieszające nie jestem sama na tym świecie z takimi problemami, nawet piszą o tym pamiętniki, tak jak ja swojego bloga. Chyba powinnam go nazwać „Pamiętnik depresjomanki” fajnie to brzmi nawet. Przez tą moją nawróconą deprechę znów chce mi się płakać i częściej to robię, tragedia, a już było ok. Całe szczęście nie jest tak źle, płaczę tylko kilka razy w tygodniu. Aby przetrwać do października, potem będzie lepiej, na pewno lepiej. Jedyną radość na razie mam raz w tygodniu jak spotykam się z moimi przyjaciółmi psiakami, mogę sobie z nimi pogadać i poprzytulać się. Brakuje mi takiego przyjaciela w domu, ale co zrobić nie mogę mieć, to nie. Mam nadzieję też, że rodzinka przestanie się wypytywać czemu taka smutna jestem, jak zawsze myślą, że ktoś mi jakąś przykrość zrobił. Oni zawsze mają wspaniałe pomysły, utrzymuję z czterema osobami kontakt jakikolwiek , jeszcze to są moi przyjaciele i najlepsi kumple, to co oni by mogli mi zrobić. Postaram się pouśmiechać parę razy dziennie, może dadzą mi spokój. No i mam nadzieję, że tato już przestanie mnie męczyć, żebym znalazła sobie chłopaka i zaczęła myśleć powoli o założeniu rodziny. Nie wiem czemu nie potrafią zrozumieć, że się na żonę nie nadaję, a co na matkę, poza tym nie znam faceta z którym bym wytrzymała, wszyscy mi nie pasują, bo albo za dużo piją, albo palą, no albo zdarzają się tacy co ćpają to w ogóle odpadają, no i jeszcze są tacy wkurzający z charakteru. Ale co rodzice o tym mogą wiedzieć.
Następna część wkrótce ;p
Psiaki i ja
W schronisku mam ulubionych kilku pupili, z którymi zawsze wychodzę, bo nie wyobrażam sobie pobytu w schronisku, bez spaceru z nimi. Psiakami takimi są:
Cygan - wilczur, młody około 3-4 roczny, ma problemy z żołądeczkiem, nie ma kondycji, ale lubi się bawić piłką, zawsze ją zabiera na spacery :).
Duduś- fajny rudy terier, mały piesek, który na mój widok podskakuje jak pingpong, uczyłam do chodzić na smyczy i podstawowych komend. Kocha mnie psina, to widać,nie lubi wychodzić z innymi wolontariuszami, jego wada, jest zadziorny i atakuje.
Rufus- wielki włochaty psiak, spokojny, nie ciągnie,chyba że zobaczy innego psa. Lubi pieszczoty i tez ma chory żołądek.
Henry- szczeniak sześciomiesięczny, czarny, podobny trochę do labradora, boi się wszystkiego, ale postanowiłam nad nim popracować, by miał szanse na adopcję, bo to naprawdę fajny psiak.
Helutka- mała suczka, która się wszystkiego boi, najchętniej i najbezpieczniej czyje się na rękach. Uwielbia przytulaski, zresztą tak jak ja :)
Azor- bokserkowaty, 8letni psiak, ma smieszny merdający ogonek, wychodzi tylko ze schroniska, ze mną i z takich chłopakiem,trzeba być przy nim stanowczym, milutki, ma tylko jedną wadę, zabardzo lubi inne psy ;p
Była jeszcze Tupcia, którą chciałam adoptować, ale rodzice się nie zgodzili, łączyła nas jedna rzecz, ja i ona nie lubimy dzieci ;D. No i Wiktor, młodziutki owczarek, śliczny psiak, który trafił do kojca, to tej pory ubolewam i nie wiem jak ludzie mogli go tam wsadzić, przecież on się tam nie nadaje, ale ja nic na to nie mogę poradzić.
W moim życiu prywatnym dalej stara bieda, chociaż można by zauważyć, że co nieco się zmieniło, tylko nie wiem czy na lepsze, czy na gorsze. Na szczęście z facetami mam spokój i niech tak zostanie :)
28.01.2011r. zostałam Panią inżynier, w końcu skończyłam ten 3,5 letni okres w życiu, było czasem łatwo, czasem trudno, ale było warto się pomęczyć i zdobyć ten tytuł. Na obronie było spokojnie, a było by idealnie jakby nie sztuczny stres, który był tworzony przez jednego członka komisji. Ale tak atmosfera była miła.
Po obronach oczywiście była impreza...po jednej miałam kaca, a to u mnie mało spotykane, ale co się dziwić w końcu to było po mojej obronie. Na drugi dzień miałam urodzinki więc byłam troszkę nie do życia. Taa zestarzałam się, nawet w ten dzień byłam siwa, po spacerku z moim najlepszym kumplem. Nie ma jak iść się przejść po mieście i po parku w zamgloną pogodę, no i w minusowej temperaturze. Mojej siostry chłopak zorganizował nam małą imprezkę z tortem na którym było cukrowe zdjęcie moje i Agaty. Było fajnie, no i bym zapomniała dostałam róże od mojego wkurzającego kumpla ;p , on wie jak mnie wkurzyć wszystko robi to co ja nie lubię. Bo nie lubię dostawać ciętych kwiatów jak inne dziewczyny, pewnie wiele osób zastanawia się dlaczego, to wyjaśnię : cięte kwiaty szybko gniją albo się zasuszają, a to dla mnie jakieś takie smutne i przygnębiające, patrzeć się jak coś od kogoś kogo się lubi bądź kocha więdnie na moich oczach.Urodzinki i obronę też świętowałam w domu z rodzinką, oczywiście dostałam gratulacje i prezenciki :).
Od wczoraj zaczęłam chodzić na wolontariat do schroniska dla psów. Zawsze chciałam mieć czworonożnego przyjaciele, ale jakoś do tego czasu nie było mi to dane, więc postanowiłam pomagać tym biedakom. Na próbę dostałam cztery psy. Pierwszy z nich był staruszek Kordi,co mogę o nim powiedzieć widać było że jest bardzo przywiązany do schroniska, bo nie chciał go tracić z oczu, ale na szczęście po kilku minutowych staraniach przespacerował się :). Drugim psem był Roko mieszaniec husky, bardzo żywiołowy psiaczek, skakał na mnie, szczypał i całą mnie pobrudził ;p,ale w ciągu spacerku się uspokoił i szedł bardzo ładnie. Na trzeci spacerek wyszłam z Kłem. Kieł niestety nie lubi innych psów i mi się rzucił na psa kolegi, ale potem szedł ładnie, ale jak się go trzymało dość krótko, bo tak ciągną jak szalony. Ostatnim psem był Tofik, miałam go obserwować, bo myśleli że ma krew w moczu, ale się okazało, że to jego współlokator jest chory. Jestem ciekawa co mnie dziś czeka w schronisku. W końcu zaczynam czuć się znów potrzebna i może zacznę być znów przynajmniej troszkę szczęśliwa, kto wie :) .
styczniowo
Poza inżynierką mało co się dzieje, jak zawsze niektóre osoby mnie denerwują, inne się fochają, znów inne się o mnie martwią, inne mnie "pocieszają" i jakoś tak w kółko się kręci wszystko. Zaczynam się też zmieniać, maluję znów paznokcie, znów szkicuję, może wrócę do robienia fryzur. Chcę żyć tak jak kiedyś, znów wychodzę z cienia gadulcowego i się pojawiam na dostępnym, wychodzę coraz częściej do ludzi itp. Nawet uświadamiam sobie, że co niektórzy moi koledzy to tacy romantycy, a jak już okazują to, to mam olewający stosunek do tego, hmm pewnie też to zmienię, będę wyrażała mój podziw, przecież się starają być mili, to czemu ja mam być wredna ;p. Z zaufaniem do ludzi może być najciężej, więc chyba tego nie zmienię na razie. Trzeba w końcu pokazać, że mam jakieś uczucia, ale ich nie okazuję, ze strachu by nikogo nie stracić, ale o tym też niektórzy wiedzą. Kurcze jakby zlepić kilku moich kumpli w jedną całość to, by mógł z nich wyjść facet dla mnie ^^. Szkoda, że się tak nie da, bo z osobna to oni są dla mnie na dłuższą metę nie do wytrzymania ;p. Dobra kończę na dziś, pewnie niedługo napiszę jak było na obronie ;)
święta i po świętach
wspomnienia i nie tylko
nastały lepsze dni
. Nawet zmieniłam trochę myślenie o obronie po wczorajszym seminarium dyplomowym, dzięki niemu zobaczyłam iskierkę, że jest szansa na obronę, tylko ja się zawsze zamartwiam, że nie zdążę. Więc na uczelni wszystko idzie po mojej myśli, jeszcze tylko dwa przedmioty zaliczę i będzie po bólu za tydzień.Co do mojego życia poza uczelnią, to tak nie minęły problemy, ale jest mi z nimi łatwiej żyć, bo po prostu o nich nie myślę, mam ważniejsze sprawy teraz na głowie, nie będę się przejmować innymi. W końcu trzeba się pomartwić o siebie, dużo osób mi to radziło i mieli rację, odkąd nie myślę o innych i ich problemach jestem nieco szczęśliwsza. I nawet zauważyłam, że pomaga mi to w nauce, bo mam więcej czasu myśleć o problemach które mam rozwiązać na zaliczenie i przychodzą mi rozwiązanie tego bardzo szybko i łatwo. Jedno co mnie trapi to to że odkąd znów biorę leki czuję się zmęczona i mi się bardzo spać chce, ale mam nadzieję że sobie z tym jakoś poradzę.
Już znam datę i godzinę operacji
Dobra samą nauką przecież nie żyję
. W piątek byłam u lekarza, okazało się że będę miała te dwie operacje, na przegrodę i na zatoki. Oczywiście nie miałam kiedy iść do szpitala się zapisać na termin, ale moja kochana mamusie mnie wyręczyła. Śniło mi się, że operację będę mieć 22.07.2011r, ale się pomyliłam o 3 dni, będę miała ją 25.07.2011r. o 9:00. Całe szczęście,że udało się zaklepać lipcowy termin, bo mi na tym trochę zależało. W końcu będę normalnie oddychać i nie będę wstawać z bólem głowy i przejdzie uczucie wiecznego porannego kaca
.Ale tak wesoło przed tym nie będzie muszę nadal łykać tablety, jak ja tego nie lubię, no i znów będę abstynentką na dwa tygodnie (więc jutro sobie popije).
Ogólnie to moje życie się nie zmieniło zbytnio, dalej mam problemy z sobą i czuję, że niedługo stracę ludzi którzy są dla mnie ważni. Coś się ostatnio wszystko rozsypuje, a ja nie mogę na to nic poradzić, bo tylko pogorszyłabym całą sytuację. Wiem jedno, że już nigdy nie będzie normalnie, nie będzie tak jak dawniej. Już nigdy nie będę wiedzieć po której stronie mam stanąć, co zrobić by się zaczęło wszystko układać. Już nigdy nikomu nie zaufam, bo czasy kiedy się ufało innym dawno minęły. Jedno tylko wiem, muszę zmienić się na tyle by nie popełnić błędów innych, bo teraz widzę, że moje myślenie prowadzi do czegoś złego i chodź bym tego teraz nie żałowała, mogę żałować pewnych rzeczy za jakieś 20 lat, ale wtedy nie cofnę już się w przeszłość, tylko będę musiała żyć z tą myślą, że miałam szansę ale z niej nie skorzystałam. Patrząc się co się dzieje wokół mnie ostatnio płakać mi się chce, ale nie płacze od jakiś 2 tygodni już, bo nie mam sił nawet uronić łzy.
przygnębiająca jesień
weekendowo ;)
Za to dzisiejszy dzień jest nudny i szarawy. Deszcz pada, nic mi się nie chce, ale trzeba się zabrać za tą prace inżynierską, bo czas leci. Marze tylko o tym, by się obronić.
jesienne skomplikowane trudne życie
Nic się zbytnio ciekawego nie dzieje, studia, sprawozdania, programy, praca inżynierska i tak w kółko.Zaczynam się martwić czy ze wszystkim się wyrobię, ale znając mnie dużo narzekam nie potrzebnie, każdy mi mówi że narzekam. Tak narzekam i narzekam, ale mam w tym jakiś cel, nikt nic nie robi tak od tak. Październik był ciężkim miesiącem dla mnie, chodź tym razem udawałam że wszystko gra, ale nic nie gra. Mój stan psychiczny i zdrowotny jest na wyczerpaniu . Chyba coś jest nie tak, za 2 tygodnie się okaże co tam z moim chorą, ale czuję że będzie nie najlepiej. Moja głowa mnie boli w dzień w dzień, już od jakiś 2 tygodni, nie umiem rano podnieść jej z poduszki, do tego głupi ząb mądrości mi rośnie, boli jak nie wiem. Jak ja mogłam wytrzymać w dzieciństwie jak mi zęby wyrastały. Muszę jednak jakoś przeżyć, przynajmniej do obrony, jak się obronie to mogę nawet umrzeć, ale muszę mieć tego inżyniera, bo komuś obiecałam, że go będę mieć.
Siedzę tak sobie i się zastanawiam co by tu wesołego napisać, ale szczerze mówiąc nic mi nie przychodzi do głowy. Pewnie dlatego, że mnie łeb boli, żałuję że się zaczęłam leczyć, pasuje do tego powiedzonko " nie ruszaj gówna, póki nie śmierdzi ". Na szczęście każde gówno można sprzątnąć, mi sprzątną na wakacjach.
Ale mam wesoło, sąsiedzi się po upijali i śpiewają sobie, szczerze mówiąc to mi szkoda tych pierwszaków i nie tylko ich, wszystkich co chleją mi szkoda. Może ze mną jest coś nie tak, ale nie wiem jak mogą tak marnować swoje zdrowie, życie. Ja rozumiem napić się piwa, ale czegoś mocniejszego, ale w normalnych ilościach. Ludzie chyba nie wiedzą jakich idiotów z siebie robią po pijaku, ale to już każdego indywidualna sprawa. Też mam czasem ochotę się uchlać, tak uchlać by nic nie pamiętać, ale to tylko ochota której nigdy nie spełnię, bo to nie jest zgodne z moimi zasadami życiowymi.
Co do wczorajszego dnia, czułam się niezręcznie i głupio, bo wyszła trochę dziwna sprawa. Jak zawsze musi coś wyjść nie tak jak zaplanuje. Miałam iść z kumplem na piwo dziś, ale idę na piwo z kimś innym, bo siorka się umówiła z innym kumplem i powiedziała że ja też wpadnę. Mogłam jej wcześniej powiedzieć, że weekend mam zajęty, ale jakoś o tym nie pomyślałam. No nic musiałam jakoś odkręcić tamto spotkanie i czułam się niezręcznie, ale już wolałam odkręcić to spotkanie moje, niż siostry, bo wiem że mnie mój kumpel to zrozumiał, chodź do końca nie jestem pewna, wiem tyle że zrobiłam coś czego nie chciałam ( najczęściej robię rzeczy których nie chce). Ale życie trwa dalej i na pewno kiedyś będzie okazja się napić .
Tyle z mojego jesiennego, skomplikowanego i trudnego życia na dziś.
Dzień Chłopaka i przeprowadzka
Dziś Dzień Chłopaka, więc chciałabym wszystkim chłopakom złożyć wszystkiego najlepszego z tej okazji :*
Dzień jak dzień, ale dla mnie radosny, wkońcu się przeprowadziłam do akademika, spotkałam znajomych, znalazłam coś czego od pół roku szukałam. Jednym słowem szczęśliwy dzień. Aczkolwiek ja jak to ja wcale się taka nie czuję, czuję się za to zmęczona, bez chęci do życia. Nie mam pomysłu co pisać, a może mam ale nie wiem jak ubrać to w słowa, by wyrazić co czuję...więc na dziś to koniec
mam już dość
. Zbliża się pierwsza rocznica śmierci mojej babci, ale ten rok szybko miną. Myślałam, że będzie gorzej, ale tak ten rok był dla mnie trudny, najgorsze właśnie były wakacje. Jaka ja się czuje bezużyteczna, niepotrzebna i najgorsze jest w tym że nie mam pojęcia co z sobą zrobić. Chciałabym coś zrobić ale jak już się za to zabieram, to mi się odechciewa, a nawet mnie to denerwuje. Jestem ciekawa czy kiedyś jeszcze będzie mi się coś chciało. Może wraz z śmiercią babci umarłam ja sama, tylko ciało zostało, może moja dusza umarła. Nawet to możliwe kiedyś czułam że ją mam, nawet potrafiłam ja z siebie wyrzucić na chwilę i doświadczyć OOBE.
Od października spróbuję się zmienić, przynajmniej chciałabym zmienić moje nastawienie do świata i do ludzi, bo chyba w tym tkwi mój problem, traktuję ludzi jak jakieś zło, nie umiem pojąć ich myślenia, sposobu działania i takich tam innych zachowań. Pewnie z nimi jest wszystko ok, tylko ze mną coś nie tak, więc muszę się ja zmienić, bo ogół się raczej nie zmieni, a ja dalej będę miała wrażenie że do tego świata nie pasuję
.lepiej umrzeć niż się leczyć
LEPIEJ UMRZEĆ NIŻ SIĘ LECZYĆ, taniej wychodzi

Leczę się dalej...a już miałam nadzieję,że sobie piwko będę mogła wypić.
prześwietlenie zatok


Czaszkulka Kanulka
obcy ludzie rozumieją więcej
Miniony tydzień odkąd ostatnio pisałam przyniósł wiele nowych rzeczy i doświadczeń. Zaczęłam poznawać nowych ludzi, którzy się okazali fajni. Obcy choć niektórzy nie do końca bo znam ich, ale z innej strony, chcą mi pomóc. Tak pomóc odnaleźć siebie w tym świecie, pomóc zrozumieć go i nie tylko go tylko siebie samą, podsuwają mi pomocne materiały, które same stworzyli w podobnych stanach w jakich się znajduję. Rozumieją bo sami przeżywają cieżkie chwile swojego życia, a jakby nie patrzeć to tylko ludzie z podobnymi problemami potrafią siebie zrozumieć . Zobacze co do czego to doprowadzi, może w końcu się zmienie, zrozumiem i będe szczęśliwa
Poza tym nie najlepiej, w tym tegodniu idę sobie prześwietlić główkę i do lekarza z tymi zatokami. Miałam iść dziś, ale chyba pewne leki które zażywałam miały na mnie negatywny wpływ, wróciła mi w nocy depresja, zaburzenie snu i suchość w jamie ustnej, które powodowały u mnie duszności. Całą noc nie zmrużyłam oczu, ale w końcu o 6 zasnęłam i tym dzień mi się skrócił, bo wstałam o 12
. Już ich nie będe zażywać, bo chyba zwariuje, a tak będzie wszystko ok, mam przynajmniej taką nadzieję
.
Mija już drugi miesiąc wakacji, teraz się biorę ostro do pisania pracy inż. nie ma obijania. A już za miesiąc znów będę żyła swoim studenckim życiem, o niebo lepszym niż domowym, no i spotkam się ze znajomymi . Jedno czego się boję to to co jest związane z pracą inżynierską, ale mam nadzieję i nie tylko ja, że sobie z nią poradzę 
trzeba się wziąść do pisania pracy inż. obiecałam
. Mam tylko mała nadzieję, że uda mi się tego dokonać i już w lutym będę panią inżynier
. Szkoda tylko, że babcia tego nie doczekała, pewnie by się bardzo cieszyła. Zawsze powtarzała mi i mamie, że chciała by bym skończyła studia i miała jakiś dobry zawód. Jakbym mogła ją teraz zawieść, muszę tego dokonać, nawet jakbym miała umierać ze zmęczenia i nie spać kilka dni z rzędu. Zresztą wszystko teraz robię dla niej i dla siebie dla nikogo innego, bo nikt tak się w moim życiu nie liczył jak moja babcia. Jej jedynej ufałam, teraz już nie ufam nikomu i raczej nie mam mowy żebym zaufała. Pisząc to czuję w gardle jakąś kule która mnie dusi od wewnątrz i łzy w oczach, które chodź się cisną to nie mogą spłynąć. Szczerze mówią mogą, ale ja je hamuję. Czemu? Bo nie chce żeby moi najbliżsi o tym wiedzieli, o tym że jeszcze się z tym nie pogodziłam. Zawsze wszystkich okłamuję, bo na jakiego grzyba mają się o mnie martwić, każdy ma swoje problemy, a ja nie chce być następnym. Poza tym wie, że to za kilka lat minie, bo czas leczy rany, może nie do końca ale na tyle, że nie będę mogła jakoś normalnie funkcjonować, na razie się duszę. Studia mi w tym bardzo pomagają, bo przynajmniej mam co robić i za dużo nie myślę, ale noce są tak dalej dla mnie męczące. Szkoda też jestem taka zamknięta w sobie i nie umiem mówić o wielu gnębiących mnie rzeczach, no ale cóż taka jestem, taka byłam i taka zostanę. Nikt do końca się nie dowie co czuję, co myślę, jaka jestem,czemu jestem jaka jestem. Na dziś wystarczy tego, tak już za dużo wypaplałam, teraz mnie pewnie będzie sumienie gryść, ale przynajmniej się lepiej czuję, że cząstkę moich problemów z siebie wyrzuciłam, a to jest tylko 0,5% z tego co mnie gnębi ,przytłacza i nie daje mi żyć.
A pomóc sobie mogę tylko ja sama...ostrzegawczy sen
następnych snach i będę mogła poukładać to w jakąś logiczną całość.
. A tak w ogóle wczoraj był fajny dzionek, chodz jestem pogryziona przez krwiopijcze komary
swędzi mnie jak nie wiem, z 20 bąbli mam na ciele, chyba się zadrapie na śmierć
. Znalazłam wczoraj jeszcze 2 grzybki w lesie, no bo się wybrałam na spacerek. Spacerek był fajny, ale teraz cierpię i przeżywam katusze.Wczoraj na koniec dnia w babskim towarzystwie nieźle się naśmiała, z czego? tak na prawdę to z życia i facetów
( tak ogólnikowo, żeby potem faceci nie mieli pretensji ).
a to mój nowy makijaż czarno czerwony
jeszcze nie czas na wesołości z mojej strony
Ostatnio odkąd poszłam do lekarza i zaczęłam zażywać leki ( na szczęście dziś ostatni dzień) przestało mi zależeć na moim wyglądzie zewnętrznym. Robiłam a6w żeby mieć ładny brzuch, ale tak naprawdę po co mi on?, zaczęłam uprawiać bollywood dance, tylko się przy tym męczyłam, już tego nie tańczę. Nie wiem, może to chwilowe, może jestem przymulona lekami i nie mam na sport ochoty, albo po prostu zdałam sobie sprawę, że nie wypada dziewczynie mieć mięśni jak facet, nie mam pojęcia, co zmieniło we mnie zdanie.
W ogóle inaczej zaczęłam inaczej patrzeć na świat i na to co robię, a także na to czego nie robię i na to czego nie robiłam. Teraz właśnie widzę ile straciłam nie czytając książek z powodu mojego niechcenia. Teraz czytając więcej rzeczy rozumiem, zastanawiam się jakbym się w podobnych sytuacjach zachowała itp.. Kto by pomyślał, że czytając "Sagę Zmierzch" zrozumiem co ja robię innym, jak ich krzywdzę,... tak to dobre określenie.Kurcze ja mam podobne problemy do Belli, oprócz tych magicznych i z zakochiwaniem się (o te ludzkie mi chodzi). Tak w ogóle ta mam bzika co do tej sagi, coś mnie do niej ciągnie, w życiu nie miałam takich odczuć co do książek i filmów...Pewnie to minie niedługo z resztą jak wszystko.
No tyle moich przemyśleń od ostatniego wpisu, poza tym ciągle o wszystkim myślę i mi się to zaczyna sensownie układać, wszystko ma dla mnie powoli jakiś sens.
leczenie i życie
Poza moim leczeniem jest beznadziejnie, mam już dość wszystkiego, a najbardziej pobytu w KLB. Jeszcze tylko 1,5 miesiąca i znów będę w Opolu, już się nie mogę doczekać. Chodź mam wolne to i tak wole siedzieć na uczelni i zakuwać, przynajmniej mam zajęte myśli, a tak ciągle myślę o tym samym. Poza tym kiedyś kumple powiedzieli mi,że powinnam rozmawiać o moich problemach z rodzicami. No i staram się tylko, że oni moje problemy biorą za jakieś żarty. Jak widać raczej z nimi nie da się pogadać o problemach. Nie ma co liczyć na innych, trzeba liczyć na siebie. Poza tym nigdy na nikogo nie liczyłam i nie mam zamiaru. Bo jakby nie patrzeć każdy wie co dla niego jest najlepsze i co powinien zrobić by do tego dojść.A jak mu nie wychodzi, to po prostu się do czegoś nie nadaje....
Na tyle moich wyżaleń, zanudzeń itp., może następnym razem napiszę coś wesołego dla odmiany...
moja psychologiczna walka
. Co do moich problemów psychologicznych, to muszę się przyznać że robię powoli postępy. Na razie to staram się wychwytywać czemu jestem jaka jestem, oglądam dużo programów związanych z psychologią w których też znajduje wiele odpowiedzi. Koledzy też mi w tym pomagają, ostatnio nawet dzięki jednemu zrozumiałam, że jednak mam uczucia, tylko sobie wmawiam, że ich nie mam bo...( może na razie nie będę rozwijać, moich rozważań na ten temat). Poza tym mam jakieś dziwne wrażenie,że wszyscy się na mnie uwzięli i chcą za wszelką cenę bym kogoś sobie znalazła. Nie mam pojęcia jak im wbić do głów, że jak będę chciała to będę kogoś mieć. Ostatnio to nawet nie umiem się zbytnio opanować jak o tym mówią i krzyczę, bo już nie mogę o tym słuchać. Moim zdaniem oni zamiast mi pomóc, to powodują że ja jeszcze bardziej chce być sama."Ważne jest czy kogoś kochasz, ważne jest czy kochasz siebie" Hurt, właśnie mają z tym racje, najpierw siebie trzeba pokochać, by innego pokochać,a ja się na razie nienawidzę. A nienawidzę siebie za to,że zniszczyłam swoje życie swoją własną bezmyślnością i nie mogę się z tym pogodzić jak mogłam i mogę być dalej taka głupia... .



wakacyjne noce i dnie
.wakacyjnie

Początek wakacji zaczął się od przeprowadzki do rodzinnego miasta.Nie było z tym, większego problemu, no tylko że po listopadowym remoncie nie miałam gdzie się zmieścić z moimi rupieciami, no i teraz tak sobie stoją w pudełkach. Początki przerzucenia się na tryb domowy było ciężkie, nie mogłam spać, a jak już spałam to źle. Kontrola rodzicielska czasem mnie drażni, a poza tym nic się nie zmieniło, życie jak w akademiku, tylko bez ludzi którzy mnie tam otaczają. Dziwne przed wakacjami mówiłam, że się cieszę bo wyjeżdżam i będę miała spokój od znajomych, a teraz to trochę za nimi tęsknie ( to nie podobne do mnie, czyżby mi uczucia powracały
). Przynajmniej nie muszę patrzeć na niektóre rzeczy, no i oglądać niektórych ludzi od których na samą myśl mi się słabo robi. Poza tym nie muszę wysłuchiwać zrzędzenia "zalotników"
, za to wysłuchuje zrzędzenie rodziców, już nie wiem co jest gorsze. To tyle co do początku pierwszego wakacyjnego tygodnia.Drugi tydzień zapowiadał się podobnie. Przez cały tydzień chciało mi się spać, nawet w dzień koło 15 h kładłam się zdrzemnąć na jakieś 3h ( też do mnie nie podobne, nigdy w dzień nie spałam). Między czasie oglądałam telewizję, zaczęłam oglądać taki dokumentalny program " Ciąża z zaskoczenia". Nie sądziłam że można być w ciąży i o tym nie wiedzieć, trochę się zdaje to śmieszne z początku,ale jak się to ogląda to aż żal mi tych kobiet, które musiały takie rzeczy przeżywać, że szok. Trochę śmieszne, a zarówno przerażające jest w tym programie to, że 90% kobiet myśli że ma zaparcie i rodzi dzieci do ubikacji . W weekend tego 2 tygodnia pojechałam z tatą i z młodszą siostrą na zalew w Kobylej Górze. Było fajnie, poopalałam się trochę ( teraz mi skóra schodzi), popływałam, ale tylko na plecach, no i na materacu
. Tato jeszcze bardzo chciał popływać kajakiem, to się zgodziłam że popłynę z nim, na 2 dzień mi ręce odpadały, od tego wiosłowania. 
Trzeci tydzień miną tak jak wcześniejsze, ale bez dodatkowych atrakcji. Można powiedzieć, że nudnie jak nie wiem. Poza czytaniem sagi "Zmierzch" nic szczególnego nie robię, a czytając ją widzę dużo cech wspólnych łączących mnie z główną bohaterką. Szczerze mówiąc czytam te książki, bo chce wiedzieć jak długo jeszcze będzie mnie coś łączyć z główną bohaterką.Tak jak ona jestem piątym kołem u wozu.
Poza lenistwem, czytaniem i domowymi obowiązkami się po prostu nudzę. Poszłabym na spacer do parku, ale mi go rozkopali, czasem chodzę na cmentarz babcie i dziadka odwiedzić. Bardzo za babcią tęsknię, bo każde wakacje spędzałam na opiekowaniu się nią, a teraz nie mam co ze sobą zrobić, albo raczej mam ale nie mam ochoty na nic. Kiedyś przynajmniej miałam jakiś cel wymierzony na wakacje, miałam poczucie odpowiedzialności za drugą osobę,wiedziałam że komuś jestem potrzebna, że mam po co żyć, a teraz jest jakaś taka pustka do której się nie umiem przyzwyczaić. Mówi się " zacznij kochać ludzi, oni tak szybko odchodzą" ciekawe, wszystkich których kochałam już nie ma na tym świecie, więc lepiej nikogo nie kochać, przynajmniej obejdzie się od cierpienia i przeżywania dziwnych wewnętrznych uczuć.
To już wszystko na razie, postaram się częściej tu zaglądać, a nóż coś ciekawego się stanie w moim nudnym pozbawionym życia życiu.
to już jest koniec 3 roku na studiach i wakacje
.Jak ja nie lubię tych przeprowadzek, są takie męczące, nie wiadomo co gdzie włożyć, a potem wszystko się gubi i jest zamieszanie. Tyle na temat mojego życia studenckiego

Teraz coś o moim życiu prywatnym

Zaczęły się wakacje, a ja już chcę nowy rok akademicki, albo to też zły pomysł, lepiej by było jakbym się zaszyła na bezludnej wyspie. Chyba coś w powietrzu jest, jakaś chmurka wulkaniczna, czy jakieś inne g..., bo moi bliscy i kumple źle się czują. Jak nie pytają się o to czy mam faceta, lub czemu go nie mam, to chcą ze mną być lub przychodzi im na podrywanie mnie, chyba powariowali.
Trza będzie coś z tą gromadką zrobić, puki co na głupie pytania, będą głupie odpowiedzi, może ktoś zmądrzeje
Chodź dziś nawet jeden kumpel wpadł na to czemu nie mam faceta, to myślę że ja nie będę musiała zmądrzeć. To tyle o sprawach sercowych, jak je można tak nazwać
A poza tym nie mogę narzekać, zero kłótni itp. spraw, cisza spokój, równowaga (prawie jak w jodze
, która nie jest dla mnie).Teraz coś o urodzie
Ostatnio zaczęłam znów zapuszczać pazurki, wszystko byłoby ok, jakby nie problem dotykający prawie każdą kobietę, która chce być naturalna, a nie plastikowa. Przechodząc do sedna sprawy, to moim problemem są zawijające się paznokcie. Tragedia, wyglądają okropnie i się łamią, nie ma jakiegoś sposobu na nie, tylko je nawilżać, bo niby się przez przesuszenie tak robi. Poczytałam co nieco kupiłam oliwkę no i teraz zobaczymy co będzie dalej, jak na razie są prawie idealne, ale co mi z tego jak ich nie mogę pomalować
Czasem chciałabym urodzić się idealna 
PIASTONALIA 2010
. Po za Piastonaliami trzeba się uczyć nie wiem kto wymyślił, że mamy oddawać jakieś projekty i inne rzeczy od razu po nich, przecież to nieludzkie. Piastonalia kończą się w niedziele, a w poniedziałek trzeba już coś przynosić. Wiadomo przecież, że w tym czasie studenci się bawią i piją i nie myślą o nauce, ale widocznie wykładowcy chcą nam to popsuć
.W życiu osobistym nic się nie dzieje i to mnie niezmiernie cieszy, przynajmniej mam chwilowy święty spokój ze wszystkimi, chodź nie ze wszystkim, bo myśli ciągle powracają, no ale już powoli staram się jakoś je opanować.
maj maj maj
kiedy to było...hmmm... 3 lata temu siedziałam na sali i pisałam j.polski, a teraz moja młodsza siostra siedzi tam i ją pisze. Rodzice pewnie chodzą podenerwowani, a ona się stresuje, no ale cóż taki kolej rzeczy, każdy to musi przeżyć, mam nadzieję że się jej uda ją zdać 
A co u mnie ? Postanowiłam wskrzesić dawna Kanusię, która się śmiała, miała jakieś hobby i nie była zbytnią smutaską. Czy się uda? Nie wiem, spróbować zawsze warto, chodź wiem że już tamta Kanuśka nie będę, bo jest coś czego nie mogę zmienić, nie mogę sobie tego wybaczyć i już całe życie będzie mnie to dręczyć i za każdym razem jak o tym myślę będę ronić kilka łez
. Ale życie płynie dalej i nie wolno się załamywać, bo to co depresja robi ze mną to w głowie się nie mieści. Najlepiej że chodź wiem że ją mam nic z nią nie robię, a ona się pogłębia. A to co w mojej głowie siedzi to jakiś koszmar z którym walczę co dzień, ale i tak nie mogę go zwalczyć. Ale czas się wyleczyć samemu, bez jakiś tam lekarstw, bo po co się truć. Co z tego wyjdzie?, zobaczę w przyszłości. Poza depresją u mnie się parę rzeczy ciekawych dzieję. Byłam w Bierkowicach w Muzeum Wsi Opolskiej, w ogóle dużo spaceruje czasem to mi już nogi do tyłka wchodzą. Poza tym robię dalej a6w, efekty są spoko, ale nie tego się spodziewałam. Spotykam się ze znajomymi częściej niż zwykle to robiłam i można powiedzieć, że poprawia mi to humor, chodź tego po mnie nie widać.
Na uczelni jakoś życie leci, za tydzień w czwartek zaczynają się Piastonalia, najlepsza impreza w roku akademickim, zawsze na nią czekam. W tym roku grają same gwiazdy tj. KSU,TURBO,ZABILI MI ŻÓŁWIA, MALEO REGGAE ROCKERS, NORMALSI, MYSLOVITZ, KULT, BULDOG, INDIOS BRAVOS i inni za którymi zbytnio nie przepadam
. Pierwszy dzień będzie do d... bo to dzień klubowy dla Techno Durni , ale niech się pobawią, bo jakby nie patrząc na takiej imprezie każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Ja w tym czasie się pouczę, no i nabiorę sił na szaleństwo. Już się nie mogę doczekać...
.Teraz w weekend zjeżdżam do domciu, muszę skołować jakiś prezencik, bo moja kochana mamusia ma urodzinki, ciekawe czy impreza będzie, bo jak tak, to moja też, bo razem z nią obchodzę imieninki
. To by było tyle na dzisiaj tak w skrócie...
i chodź mniej czasu spędzam w samotności, jednak ciesze się że ją mam, pewnie to dziwne, ale czasem wole pobyć sama, niż spędzić czas w towarzystwie. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta, nie chce mi się udawać, że wszystko gra i jest ok. Może kiedyś jakoś poskładam wszystkie myśli i uczucia do kupy i... no właśnie i co z nimi zrobię jeszcze nie wiem i nauczę się żyć z pewną myślą.Poza tymi depresyjnymi stanami są chwile radosnej przyjemności
. Ostatnio byłam na koncercie Maleo Reggae Rockers i Hey, odkąd zaczęłam słuchać Hey chciałam iść na ich koncert ( jak widać czasem małe marzenia się spełniają i zdradzę że w maju i czerwcu się kilka takich spełni).Na uczelni jakoś się wszystko układa, trochę wolnego było z okazji Dni IT organizowanych na mojej uczelni. Teraz jest trochę zapierdziel,no ale długi weekend nadchodzi to się nadrobi zaległości. Dziś nawet udało mi się dogadać z promotorem, z czego się ogromnie cieszę, hmm nawet nie sądziłam,że jakoś rozwiąże nasz spór na temat wyglądu projektu. Jeszcze tylko jutro i sobie po odpoczywam od nauki trochę, może znów gdzieś się wybiorę na spacerek
i może w końcu coś zrobię na prace inżynierską.Teraz w maju trzeba będzie trochę podkręcić tępo nauki i zmniejszyć czas na przyjemności, bo zaczną się kolokwia i te sprawy
.Mam PH w dosłownym tego słowa znaczeniu
Buldog "Ona ma PH"
Po ponad tygodniowej przerwie :P

Przez ostatnie dni za dużo się nie zmieniło. Zaczęłam znów wychodzić do ludzi, ale nie wiem czy to dobrze, bo jak znów narobię jakiś problemów sobie i innych to będzie lipnie
, ale puki co nic się raczej takiego nie szykuje
. Zaczęłam znów dużo spacerować z kumplami i z siostrą, trzeba było skorzystać ze słonecznej pogody, bo znów się nam zepsuła i pada śnieg ( jak ja go nie cierpię
).Od tamtego wtorku robiłam ładne kilka kilometrów codziennie, nom i schudłam przez tydzień 2kg, ale się tym nie przejmuję, no bo święta nadchodzą, to znów przytyję ( tatuś już robi moją ulubioną galaretę z mięskiem, pychotka
). Jestem już na 32 dniu a6w, efekty są takie sobie, dość mało widoczne, ale na cud tam za pierwszym razem nie liczyłam, jak skończę pierwszą serię, biorę się za następną i tak puki mi się nie znudzi. Po co to robię, tak naprawdę nie wiem, ale wymierzyłam sobie cel by mieć kaloryferek i chce go osiągnąć. Wszyscy myślą, że to głupie, ale przez to wiem ile jestem wstanie wytrzymać (często, a może i zawsze ciężko zrozumieć mój tok myślenie).Na uczelni tak sobie się dzieję, dużo nauki terminy gonią i w ogóle nie ma chęci do roboty, ale robię bo co innego mam uczynić,przecież nie poddam się, bo to by nie było w moim stylu. Codziennie coś powoli robię i jakoś może się uda wszystko zrobić na czas, nawet jakbym miała umierać ze zmęczenia to będę robić ( pod tym względem to uparciuch ze mnie
). Poza nauką nie mogę się doczekać piastonalii, bo mają być moje ulubione zespoły, ale to się zobaczy jak to tam będzie 
Poza życiem osobistym i uczelnia zauważyłam dziwną rzecz, ludzie nie wiem czy to przez święta, czy co gadają coś pod nosem do samych siebie i się dziwnie zachowują. Dziwne, ale ja lepsza nie jestem, moje zachowanie jest jeszcze dziwniejsze
.Wczoraj pierwszy raz byłam w Katowicach. Musiałam wstać o 4, bo o 6:31 miałam wyjazd z KLB ( wiecie jak to dziewczyny, makijaż i te sprawy trzeba było wstać wcześniej). Dojazd był męczący 3,5h pociągiem w jedną stronę, tragedia, nudno było jak nie wiem, poza tym niezbyt przyjemnie widoki widziałam po drodze, takie jak skaleczoną sarenkę i zdechłe przejechane przez pociągi ptaszki
.Takie już życie niestety. W samych Katowicach było spoko, pojeździłam sobie godzinkę miejskim autobusem zwiedzając je, potem dojechałam do celu wycieczki, tam byłam jakieś 3h i z powrotem do KLB. Jak przyjechałam to byłam taka padnięta jak nie wiem, dawno się tak źle nie czułam, zjadłam coś i poszłam spać. Jak się położyłam po 21 wczoraj, to dziś wstałam po 9 (nie podobne do mnie takie marnowanie czasu na spanie, no ale czasem trzeba
). Dziś muszę porobić parę rzeczy na studia i trochę posprzątać, wiec cały dzionek spędzę w domku, ale nawet i dobrze, bo nie mam ochoty wychodzić na śnieg. A za to jutro się fajnie zapowiada dzionek, idę na film bollywoodzki, ponad 3h oglądania
( kocham te produkcje, są lepsze niż amerykańskie i warto posiedzieć przed tv tak długo).wszystko jasne ;p
Już wiem dlaczego ciągle czuję się zmęczona, brakuje mi magnezu, dlatego jestem padnięta i dostaje skurczy nóg. Na szczęście mam magnez w tabletkach, od jutra zaczynam je brać, to może mi się poprawi :). Jeszcze zatoki mi znów dokuczają, ale za nie się też zabieram za niedługo ;]
Wczoraj zastanawiałam się dlaczego nigdy nie powiedziałam tych dwóch słów i chyba wiem dlaczego: po pierwsze chyba nikogo takiego jeszcze nie spotkałam, komu bym mogła je powiedzieć, a po drugie jestem z tych innych, z tych trudniejszych
. Tatuś dziś dobrze powiedział przy obiedzie mi "Dobrze robisz, musisz każdego faceta wypróbować, czy się nadaje....".No właśnie próbuję i żaden się nie nadaje, chyba wybredna jestem, no ale mój chłopak musi mieć odpowiedni charakterek ( najważniejsze, nie może być słaby psychicznie ).Ale już przestaje gadać o chłopakach, bo nie ma dla nich teraz czasu...zostawiam ich w kącie ( oj jakza ze mnie zła kobieta).
...dzień mężczyzny
.Zastanawia mnie to, dlaczego faceci mają dwa razy w roku swoje święto, a kobiety tylko raz...ale niech jest jak jest, mi tam osobiście to nie przeszkadza

Ostatnie dni były jakieś nudne, nic się zbytnio nie działo i ciągle spać mi się chciało.Dziś sobie nie wiem dlaczego wbiłam do głowy,że mam zajęcia na 8:20. Wstałam ledwo co o 6:00, tak mi się wstawać nie chciało, ale się wywlokłam...kawuśka itp. Potem zapytałam się mojej bliź czemu się nie zbiera na zajęcia, a ona że mamy na 10:05, aż się wkurzyłam na samą siebie jak mogłam się tak pomylić. Może to przez zmęczenie jakie mnie ostatnio dokucza. Trochę się tym martwie, bo nigdy aż tak zmęczona nie byłam,może jestem przez to że się starzeję
, albo odzywają się teraz te nieprzespane miesiące...Trzeba się wziąść za siebie i zmienić tryb życia
.8 marca ;)
Dzień jak dzień, na uczelni zbytnio się nic nie działo, poza tym że dostałam mojego promotora, a bardziej promotorkę. Ogólnie jestem zadowolona z Pani prof.

Dzień Kobiet na szczęście miną spokojnie, nie lubię zbytnio obchodzić świąt ani dni jakiś tam wymyślonych przez kogoś.
Jedno mnie jednak zaczęło martwić, stałam się rozrzutna (powiedzmy). Musze przystopować z zakupami i z wydawaniem forsy. Zawsze oszczędzałam, a tu na dentystę wydałam mnóstwo forsy,(ale to wybaczalne), plecak podróżny sobie kupiłam, nową czapkę i to wszystko w 1 dzień ( można by sobie pomyśleć, że zrobiłam sobie prezenty na Dzień Kobiet
). Miałam jeszcze zrobić z moimi zatokami porządek, ale jak wyliczyłam ile mnie to będzie kosztować, to wole się z nimi jeszcze trochę pomęczyć
.Oprócz tego jeszcze jedna sprawa mnie martwi, a mianowicie mój problem samej ze sobą. Ciągle ktoś się znajduje kto chce mi w jakiś tam sposób pomóc się otworzyć na świat. Słysze tylko "nie zamykaj się w sobie", "wyjdź do ludzi" itp. , ale czy ja tego chce? Jak wychodzę do ludzi to zawsze się robi jakaś afera, zaczynają się kłótnie, nieporozumienia, więc po co mam to robić ? Jak jest tak jak jest teraz jest dobrze(chodź czasem czuję przez chwilę posiadania kogoś, ale to jest chwila która szybko mija), panuje spokój. Poza tym mam już dość ranienia tej drugiej osoby, bo należę do jednostki aspołecznej, która nie potrafi żyć z kimś( przynajmniej tak mi się zdaje). Patrząc się na moje życie stwierdzam,że nie chce się otwierać, bo niby po co, by zranić kogoś lub samą siebie. To nie ma sensu, bo ja wiem że się nigdy nie zmienię, bo zmieniają się nie byłabym sobą. I tu znów powinnam się zastanowić, czy teraz jestem sobą. Szczerze mówią nie wiem kim jestem, bo za bardzo pokręciłam sobie w głowie.Czasem mam wrażenie jakbym była kameleonem zmieniającym się do otoczenia jakie mnie w danej chwili otacza. Mam już mojego takiego życia dość, ale nic z nim nie potrafię zrobić. Dużo bym dała by czuć się tak jak kiedyś, tęsknie za czasami kiedy odczuwałam jakieś uczucia, wiedziałam kiedy się nimi kierować, a kiedy logiką...i nie stwarzałam kłopotów i przykrości innym.

No nic czas pokarze co się ze mną stanie, jak na razie zamierzam tkwić w tych moich zamkniętych czterech ścianach, bo w nich najbezpieczniej

Weekend w domku
Wczoraj odwiedziłam moją najlepszą dentystkę, następny ząbek wyleczony
. Dziś dzień zapowiadał się fajnie, jak co sobotę wybrałam się na zakupy i spacerek po moim pięknym rodzinnym mieście, spotkałam się z ciocią i jakoś do 14:00 żyłam. Po 14:00 nie wiem co się stało nagle zrobiłam się nie do życia, spać mi się chciało,nie miałam na nic sił więc postanowiłam, że się położę. Spałam do 17:30, wstając czułam się jeszcze gorzej, nie czułam ciała, chodziłam jak pijana (ale nic nie piłam). Potem moja siostra bliźniaczka włączyła piosenki francuskie, które słuchałyśmy w dzieciństwie i trochę się z siostrami ożywiłam, chodź dalej ze mną coś nie tak
Wieczorkiem jak zawsze znów zrobię a6w, trzeba przecież na wiosnę i lato jakoś wyglądać, chodź przytyłam 5kg, to tak się cieszę przynajmniej nie mam niedowagi
Muszę zacząć pilnować znów mojej wagi, by nie spaść.A tu jedna z piosenek francuskich
BEZU-Ali BabaMam już wszystkiego dość
). O 21 chce mi się już spać i znów się muszę zmuszać by jakoś wytrzymać do tej 24, bo jak pójdę wcześniej spać to znów się obudzę o 3-4. Tęsknię za tamtymi czasami, kiedy byłam żwawa i nie czułam zmęczenia, nawet jak 24h nie spałam. mhm może za mało kawy piję, dawniej dziennie wypijałam 4-6, a teraz 2 góra 3, no ale to lepiej dla mnie przynajmniej nie wypłukuje z siebie potrzebnych substancji i serce mi nie stanie
( chociaż jakby stanęło to by się nic nie stało
).Nie ma co się okłamywać starzeje się i tyle
. Poza tym problemem muszę wymyślić sobie jakiś plan tygodnia, bo z tego co widzę trudno będzie się wyrabiać z nauką, nie dość że mam pełno projektów to prace muszę zacząć robić
. Zaczęłam znów robić a6w, może wreszcie wyrobie sobie kaloryferek na brzuchu ( fajnie by było
).temat na prace inż. już wybramy
zamodeluje sobie trójwymiarową makietę kolejkową...pewnie będzie ciekawie
Martwiłam się trochę tym wyborem, ale nie było tak źle, a temat mi się nawet podoba, chodź dość pracochłonny będzie
Za tydzień dowiem się kto jest moim promotorem, no i trzeba będzie się zabrać za robotę 
Pierwszy podmuch wiosny...
A tu parę piosenek związanych z wiosną ( każda związana z miłością, nie mam pojęcia, czemu się wiosna ludziom kojarzy z miłością):
Zabili mi żółwia -"Wiosna"
Marek Grechuta -"Wiosna ach to Ty"
Ania Wyszkoni - " Przyjdzie wiosna znów"
Coma -"Daleka droga do domu"
Depresyjne ostatnie miesiące ;(

Od stycznia na szczęście znów się zaczeło układać w moim życiu, są same plusy
+ znów się zamknęłam w swoich czterech ścianach, przynajmniej mam tam spokój, chodź czasem wychodze do ludzi;
+ znów patrze się na facetów tak jak dawniej, czyli nie jak na obiekt potencjalnego chłopaka, tylko jak na kolege i nic więcej ( chodź kilku facecetów się jeszcze ode mnie nie odczepiło
);+ zaliczyłam następny semestr, to zawdzięczam depresji, nic na depresje nie działa lepiej jak nauka, przynajmniej zajmowałam przytlaczające myśli i się opłaciło i tym nie zawiodłam kogoś (to jest najważniejsze).
Od nowego roku też postanowiłam, że :
- zajmnę się nauką przez najbliższy rok ( wkońcu trzeba będzie się obronić
);- zostane w tym okresie singielką ( przynajmniej nie będe miała jakiś głupich problemów z facetami i nie będą zaśmiecać mi głowe
)- zmienie stosunek do rodziny, znajomych,będę poświęcać im wiecej czasu ( na ile to będzie możliwe);
- poświęce trochę czasu na moje hobby, które od bardzo dawna zostało wyrzucone w kąt
... jestem ciekawa co z tego wyjdzie

Z mojego życia wnioskuję, że jestem złą kobietą, ale jak mogę być dobrą jak wszyscy do okoła wbijają mi nóż w plecy, czasem mi niektóry podają pomocną dłoń, ale to żadko się zdarza. Ale cóż trzeba żyć dalej i grunt się nie załamywać jak się wszystko wali, tylko próbować to naprawiać, nawet jak zdaje się to nimożliwe.
, jeszcze w sobotę byłam ją odwiedzić. Szybko pozałatwiałam sprawy na uczelni i pojechałam do domu.Wczoraj pożegnałam babcie
, a zarazem moje dotychczasowe życie, bo teraz wszystko się zmieni, powroty do domu na weekend,święta,a najbardziej się boję wakacji. Zadaje sobie pytanie, "jak będzie wyglądało moje życie teraz?, ale odpowiedzi nie znam i dopóki nie doświadczę tego nie poznam.Nigdy za to nie zapomnę ostatnią, bardzo krótką rozmowę z babcią, powiedziała zaledwie sześć słów, które miały mnie przygotować na jej odejście, chodź ja wtedy nie chciałam przyjąć ich do wiadomości

Czekają mnie ciężkie decyzje
Nic się poza tym nie dzieje,tylko jakiś taki nastrój depresyjno- jesienny wisi nade mną
i zaczęłam słuchać takich zespołów jak Muzyka Domowej Roboty,Suchy Chleb Dla Konia, Czaqu itp.(ale często słucham smutnych piosenek
).Bez czego nie mogę żyć :)
Po wakacjach
(ale mam nadzieję, że teraz będę częściej ).O wakacjach powiem krótko, były minęły tak jakby ich w ogóle nie było


Poza tym,że miałam ciężkie wakacje, to odbyłam praktykę zawodową w jednej fabryce w moim mieście.Myślałam,że będzie gorzej, ale bardzo mi się podobała praca na stanowisku informatyka, no i oczywiście ludzie którzy tam byli, byli bardzo mili i pomocni .
Przynajmniej już mam spokój z praktykami, teraz tylko skończyć 3 rok i VII semestr ,obronić prace inżynierską i się wybrać na studia II stopnia
wymarzone wakacje :)


ten rok akademicki był dla mnie koszmarem, więc się cieszę,że się już skończył

już WAKACJE nawet nie potrafię wyrazić swojego szczęścia








no i mam nadzieję ze moi kumple z roku też zaliczą ten semestr,życzę im tego
no i po dniach KLB

19.06 byłam na koncercie Maleo Reggae Rockers i Big Cyc, było super, nawet udało mi się dostać autografy od Big Cyca

20.06 byłam w jury w konkursach na zwierzątko z klocków LEGO, niezła zabawa dla dzieciaków
Ja się też nieźle bawiłam, chodź tak jakby w pracy byłam
.
Oczywiście na koncerty w tym dniu nie poszłam, bo nie przepadam za K.A.S.A i Krawczykiem

Dziś zjechałam ostatni raz w tym roku akademickim do akademika, a za tydzień w poniedziałek będzie mój ostatni odjazd

Plan na ten tydzień zrealizowany :)

Zaliczenia za zaliczeniami, nauka nocami i wysiłek się opłacił

W ciągu trzech dni zdobyłam 9 wpisów, dla mnie to wyczyn ale się udało

Dziś też są imieninki mojej mamusi, więc życzę wszystkim Małgorzatom wszystkiego najlepszego

Wreszcie mogę sobie odpocząć cztery dni, a później znów ostatni w tej sesji egzamin

Ciężkie czasy ; (
już czuje się zmęczona, a to dopiero początek, całą noc nie spałam, bo najpierw robiłam projekt na grafikę, a później minęła mi godzina na spanie i odechciało mi się spać. Jedno co dobre, że co miałam zaliczyć dziś zaliczyłam, chociaż nie było to aż tak łatwe jak myślałam
.Od jutra zaczynam ostro zakuwać na egzaminy
, które już na mnie czyhają w przyszłym tygodniu.Chyba za tydzień liczba 3 będzie mnie prześladować,bo są 3 dni nauki i w każdym dniu muszę zaliczyć 3 przedmioty 
.Szczęście w nieszczęściu
, ale się zobaczy jak to się potoczy dalej.Miałam przeczucie żeby się na sieci nie uczyć i się opłaciło sie się okazało, że ich nie ma
.Za to za tydzień będę miała nieciekawy wtorek trzy zaliczenia.Poza tym dziś dzień Dziecka dostałam kilka życzeń
i również składam wszystkim dzieciom tym dużym i tym małym wszystkiego najlepszego
Dziś do domciu
(ale to tak jest jak się przyjedzie raz na 2 tygodnie
)...jedno pocieszenie,że jeszcze niecały miesiąc i będzie trochę luzu, jak na razie trzeba się ostro zacząć uczyć 
ja na wykładach...nie ma jak nudny wykład jeszcze z samego rana

Mniej zawsze nadzieje...;)
, chodź nie sądziłam, że go zaliczę).Poza tym jeszcze zostało mi 9 dni do końca areobicznej 6 weidera, efekty nawet są niezłe, mam nadzieje że po wakacjach będą lepsze,ponieważ mam zamiar przez całe wakacje ją robić, ale się jeszcze okaże jak to wyjdzi.
feidie - pierwszy wpis
Mam na imię Karolina, dla znajomych Kana,jestem 22letnią dziewczyną lubiącą punk,rock,metal,reggae i ska.
Studiuję Informatykę na Politechnice Opolskiej, już 3 rok (ale ten czas szybko leci).Poza infą, zajmuje się rysowaniem w wolnych chwilach.
Dziś dzień Matki :) jak zawsze zadzwoniłam raniutko do mamusi złożyć jej życzenia, bo się dopiero w piątek zobaczymy, do tego czasu muszę pomyśleć nad jakimś prezentem dla niej :P.
Poza tym ten dzień nie był zbytnio udany, do 14 było jeszcze spoko, ale po kolokwium z programowania systemowego już nie było tak wesoło (ale nie ma się czym przejmować za tydzień jest poprawka, to się zaliczy).Jakby nie moje zatoki, to by nie było tak źle, ale one znów dały o sobie znać.Będzie trzeba iść z nimi do lekarza, ale to dopiero po sesji :).Na wieczór mi zostało tylko nauczenie się na programowanie niskopoziomowe, bo trzeba zaliczyć następny program jutro.Całe szczęście,że w tamtym tygodniu zdążyłam zrobić drugi projekt z inżynierii oprogramowania, to miałam o jeden przedmiot z głowy :).
